piątek, 3 maja 2013

1 rozdział



*Następny dzień, rano*
Ten drań już wyszedł. Nie chce się z nim nawet żegnać. Nie chce go znać. Poszłam na most. Ruch był jeszcze mały. Schowałam się za słupem. Usiadłam z żyletką w ręku. Bałam się to zrobić. Gdy lekko przecięłam skórę usłyszałam za sobą jakiś głos. Bałam się odwrócić.
- Nie rób tego. – odezwał się
- Kim jesteś?
- Czy to ważne? Po prostu tego nie rób.
- Ale ja muszę. Muszę skończyć z tym wszystkim. Nie chce już żyć. Rozumiesz?
- Rozumiem cię doskonale, nawet bardziej niż myślisz. Ale posłuchaj. Naprawdę nic nie jest tego warte. Jesteś piękną, młodą dziewczyną. Wiesz ile jeszcze szczęścia cię spotka?
- Szczęścia? Haha, nie rozśmieszaj mnie. A teraz odejdź. Chce to w końcu zrobić.
- Nie pozwolę ci na to.
- Nie masz nic do powiedzenia.
- Najpierw ze mną porozmawiaj. Chodź, przejdziemy się.
Złapał mnie za ręce i pomógł wstać, ale nadal nie wiedziałam jak wygląda. Odwróciłam się i w tym samym momencie spojrzał mi w oczy. Nie potrafiłam wytrzymać jego wzroku. Jego oczy były duże i ukazywały wielki smutek i jednocześnie radość. Nawet nie zauważyłam kiedy wyślizgnął mi z ręki żyletkę.
- Co ty robisz?! Oddaj mi to! – zaczęła wrzeszczeć Zoey, próbując ją odzyskać.
- Nie, mówiłem, że nie pozwolę ci tego zrobić.
- Ale czemu? Jestem jedną z wielu osób żyjących tutaj i próbujących odebrać sobie życie. Dlaczego akurat ja? Nie mogłeś sobie znaleźć innej zabłąkanej dziewczyny do ratowania?
Może, ja nie chce żeby ktoś mnie ratował, może po prostu chce spokoju. Chce stąd odejść i nie mieć już tych wszystkich problemów i zmartwień. Daj mi święty spokój i pozwól mi odejść. Rozumiesz?! – wywrzeszczała mu w twarz
- Nie. – Krótko i spokojnie odpowiedział.
Chłopak nie dał wyprowadzić się z równowagi. Był jak najbardziej spokojny. Ale nie mógł jej pozwolić odejść. Coś nakazywało mu ją chronić. Zobaczył ją wychodzącą z domu i przyszedł za nią aż tutaj. Chyba zaczął coś do niej czuć. Nie rozumiał tego, ale chciał żeby żyła i rozmawiała z nim wiecznie.
- Czego ty nie rozumiesz?! Ja nie mam powodów żeby żyć.
- Masz.
- Tak? To podaj mi chociaż jeden.
I w tym momencie chłopak ją pocałował. Sam nie wiedział jak, i wgl dlaczego. Podobała mu się. Chciał z nią być i chciał ją mieć zawsze przy sobie. Żywą. Całowali się wieczność, żadne z nich nie miało zamiaru przestań, aż nagle…
________________________________________________________________
Wolicie krótkie czy długie rozdziały?
czytacie = komentujecie


~~Rainbowek~~

6 komentarzy:

  1. Super! Ja wole dlugie, ale to juz twoja sprawa jakie piszesz ;) Dlugie czy krotkie i tak sa super ! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja właśnie się zastanawiałam jakie pisać i szczerze mówiąc trochę bałam się dać na początek długie, żeby chciało się wam je czytać ;D

      Usuń
  2. Zajebiste, pisz dalej, a i ja wolę długie rozdziały :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zajebiste to jest :) Jednak ja wole dlugie rozdzialy ale lepiej zeby byly krotsze niz zeby wgl ich nie bylo :D

    OdpowiedzUsuń